To miejsce



Mam takie ulubione miejsce, gdzie lubię chodzić. Nigdy się nie zatrzymuję.
Zawsze podążam do przodu, po to by w pewnej chwili zawrócić.
Idę tam, aby myśleć o niebycie.
Nigdy nie wiem dlaczego ta myśl pcha mnie akurat w to miejsce.
Może tam właśnie kończy się świat, zaczyna się nicość?
Mijam drzewa rozłupane przez pioruny, wdycham zapach tajemniczej przestrzeni.
Jest pełna śmiertelnych wrażeń moich zmysłów. W trawie czają się pomyleńcy,
którzy rękoma próbują zasłonić Słońce.
Za drzewami chowają się ludzie łaknący krzyku przerażenia.
Każdy zakręt kryje śmierć w męczarniach.
Pomimo świadomości upiorności tego miejsca lubię spokój,
który mnie ogarnia gdy tam przebywam.
Nieodparte przeświadczenie, że ja też się tam znajdę próbuje mnie oswoić.
Nie bronię się zdziwiona tą perspektywą.
Może kiedyś będę chciała zabrać Słońce wołając, że to tort pomarańczowy?
Przeznaczenie nie chce zdradzić tajemnicy tych,
którzy każdej nocy oblizują palce po zjedzonym Księżycu,
zagryzonym kawałkiem importowanej zorzy.

Widziałam też zdesperowanych przerażeńców
nerwowo szukających zagubionego w trawie zrozumienia rzeczywistości.
Żadne z nich nie ma własnego grobu, a przynajmniej nikt o nim nie wie.
Nigdy nie ma dla nich płomyka świecy, główki kwiatu.
Gdy żyli nikt nie im nie chciał przynieść pociechy, podać ciepła pomocy.
Byli tacy jak teraz - niewidocznie nieśmiali.
Gdy będzie koniec świata odnajdą to czego szukają, zaspokoją swe pragnienia. OŻYJĄ.



autor nieznany








Powrót              Kto był najszczęśliwszy