Sen

Zbigniew Żbikowski

Krystynie


Jesteś moją gwiazdą polarną.
Dzięki Tobie wiem gdzie zmierzam.
Już nie błądzę.



Już wybiła północ a Paweł jeszcze nie spał. Zwykle udaje się na spoczynek szybciej, ale dziś musiał odrobić zaległości. Jutro kolokwium z prawa cywilnego. Paweł zawsze lubił choć troszkę się orientować w materiale więc dla pewności poślęczał nad książkami i notatkami. Zamierzał spędzić przy nauce jeszcze parę godzin - jednak natura zaczęła brać górę nad naukowym zacięciem Pawła... Powieki zaczęły mu coraz bardziej ciążyć i żadne metody walki ze snem już nie działały. Zawiodły nawet przysłowiowe powieki na zapałki.
Ostatecznie chłopak położył się w swoim łóżku i prawie natychmiast usnął.

Śniło mu się, że jest na wielkiej łące. Była noc, a nad nim rozpięte było roziskrzone gwiazdami niebo. Łąka była oświetlona mdłym światłem Księżyca w pełni. Wiedział, że nie jest na tej łące sam. Wokół niego było wielu innych, którzy radośnie przekrzykiwali się nawzajem. On zresztą także podskakiwał i krzyczał ile sił w płucach. Czuł się niebywale podniecony i przepełniony szczęściem, że znalazł się właśnie w tym miejscu. Dziwiło go tylko to, że tych innych były setki, a nawet tysiące. Można by rzec nawet, że były ich całe chmary. Mówili coś do niego, a on im odpowiadał i widać było, że się świetnie rozumieli. Niepokój i podniecenie wciąż wzrastało.
Nagle coś zmusiło go do podskoczenia wyżej niż zwykle i... I okazało się, że wcale nie opada z powrotem na ziemię. Było zgoła inaczej. Zaczął się wzbijać wciąż wyżej i wyżej. Poczuł się taki lekki, że wiatr niósł go niczym piórko. Rozejrzał się dookoła i zobaczył, że inni także wznieśli się w górę. Wirowali w szalonym powietrznym tańcu, krążąc nad ziemią. Cały czas czuł ogromną radość i podniecenie. Czuł się jak dziecko, które z rodzicami wybiera się w bajkową podróż.
Było tłoczno, lecz nikt na siebie nie wpadał. Wszyscy uśmiechnięci i życzliwi..
- Przyłącz się do nas! - ktoś krzyknął w kierunku Pawła.
- Zrobię to z ochotą! - odpowiedział z uśmiechem
Gdy dotarł do zapraszającej go grupy okazało się, że jest tam lider, który polecił mu, by ustawił się w szyku. Wskazał mu miejsce za... No właśnie! Za kim?
Paweł zrozumiał, że znalazł się w kluczu dzikich gęsi. Ba! Okazało się, że on także jest ptakiem. Lecz Pawła to nie dziwiło. Tak naprawdę to był przecież ptakiem od urodzenia. Więc co tu miało go dziwić?
Znał tych, którzy go zaprosili do wspólnej podróży. Rozmawiał z nimi jak ze starymi znajomymi.. Żartowali sobie w locie, docinali liderowi, ale odczuwalne było to, że wszyscy się szczerze szanują i troszczą się o siebie nawzajem.
- Teraz ty poprowadzisz! - krzyknął do Pawła lider.
Paweł przesunął się do przodu.
- No stary, pokaż co potrafisz! - wołali pozostali.
I mieli rację mówiąc tak, gdyż lot na tej pozycji był z jakiegoś powodu trudniejszy. Trzeba było trzymać odpowiedni kierunek a ponadto ciężko było gnać do przodu nie mając przed sobą nikogo. Tempo lotu było znośne. Jednak wiedział, że lecą dużo szybciej niż zwykle.
Wtedy wsłuchał się rozmowę współtowarzyszy.
- Gę, gę, gę... - wołały radośnie ptaki.
Zaskakujące było to, że on to wszystko rozumiał. Wiedział doskonale, że opowiadają sobie jakieś wydarzenia z przeszłości..
Gdy został zdjęty przez lidera z prowadzenia w szyku miał troszkę więcej czasu, by się porozglądać po przemykającym w dole świecie. Nagle zauważył okno! Poczuł palącą potrzebę, że musi zajrzeć do środka.
- Słuchajcie! - krzyknął do pozostałych. - Muszę zobaczyć co tam jest!
Lider spojrzał na niego i powiedział:
- Wiem, że musisz tam polecieć. Wiedziałem to już od dawna. Leć tam i podejmij decyzję. Poczekamy na Ciebie.
- Jaką decyzję? - zapytał zaskoczony Paweł.
- Czy polecisz z nami dalej... Musisz sam zdecydować. Leć tam... Zaczekamy na Ciebie - odpowiedział lider.
Paweł oddzielił się od grupy i gnany jakąś tajemniczą siłą leciał wprost do tego okna. Było ono otwarte. Usiadł cicho na parapecie i zaczął zaglądać do środka. Było tam ciemno, ale wiedział, że tam jest coś, co on musi koniecznie zobaczyć. Było słychać, że to coś oddycha i sapie. Ciekawość! To właśnie ciekawość nakazywała Pawłowi szukać tego czegoś, co było skryte pod.... Paweł jako ptak nie wiedział, że to co widzi jest kołdrą, pod którą skrył się śpiący człowiek. Paweł też nie wiedział, że ten człowiek stara się obudzić, bo poczuł, że oto na jego oknie coś się dzieje.
Nagle doszło do niezwykłej sytuacji, ponieważ śpiący poczuł, że jest dwoma istotami jednocześnie!!! Jedno z nich to dziki ptak, który za wszelką cenę chce zobaczyć to coś skryte pod kołdrą, a drugie z nich chce się obudzić, by zobaczyć swojego gościa w pokoju.. Stan ten trwał kilka chwil. Wreszcie człowiek zbudził się i natychmiast spojrzał w stronę okna. Nic tam nie było! Ani śladu czegokolwiek..
A jednak coś się wydarzyło! Paweł przetarł oczy, podszedł do okna i spojrzał w niebo. Księżyc w pełni rozświetlał świat. Gwiazdy migotały na nieboskłonie. A w powietrzu dał się słyszeć krzyk dzikich gęsi, które z szumem tnących powietrze skrzydeł krążyły nad jego domem przez kilka minut nim odleciały dalej.
- Gę, gę, gę! - wołały.
Lecz tego już nie zrozumiał. Mógł się jedynie domyślać w kontekście swojego niezwykłego snu, że to było pożegnanie.

- Więc jednak dokonałem wyboru - powiedział do siebie z uśmiechem Paweł.




Powrót              Tam gdzie kończy się nadzieja