|
Uśmiechnij się z Ojcem Świętym.   
O Wielkiej Krokwi i herbacie
Najsłynniejsza polska pielęgniarka, Helena Warszawska, przez wiele lat pracująca w Poradni Sportowo-Lekarskiej w Centralnym Ośrodku Sportowym w Zakopanem tak wspomina spotkanie z biskupem Karolem Wojtyłą ("Karol Wojtyła w góralskiej anegdocie"), spisane przez Wojciecha Jarzębowskiego.
"Ojciec Święty, gdy jeszcze jako biskup Karol Wojtyła przyjeżdżał zimą na narty do Zakopanego, lubił oglądać skoki narciarskie na Wielkiej Krokwi. Nigdy nie siedział na trybunach, lecz stał z boku, na przedzie trybun, tak aby widzieć lot skoczka z profilu (...).
No i pewnego razu, a był wtedy podczas konkursu skoków pieroński mróz, właśnie rozdaję w tekturowych kubeczkach herbatę podchodzącym skoczkom i dostrzegam przy barierce jakiegoś kibica narciarskiego, w skafanderku, w czapeczce 'marusarce' na głowie. Zmarzł, bo przytupywał butami. Był przystojny, lecz tą przystojnością taką onieśmielającą. Krótko mówiąc, poczułam do niego okolicznościową sympatię. Do kubka nalałam gorącej herbaty, podchodzę i mówię:
- Napij się synku, bo mróz po dupkach szczypie. Uśmiechnął się, powiedział, że z przyjemnością się napije, miło jakoś tak podziękował.
Ja, gdy kogoś lubię, to bez względu na jego rangę, mówię, albo 'syneczku', albo 'laleńko'. Kiedyś do ministra zdrowia powiedziałam: - 'Nałóż kapcie, laleńko' i grzecznie nałożył, gdy przyszedł obejrzeć przychodnię.
Do tego sympatycznego kibica miałam chęć coś jeszcze powiedzieć, a raczej zakląć na ten mróz, po mojemu, że uszy więdną: ale przeczuł to Stasiu Bobak, najlepszy wówczas nasz skoczek, który znał mój repertuar góralski i odciągnął na bok. Mówi: - 'czy siostra wie, kto to jest?'. To jest biskup Wojtyła z Krakowa. Ja na to Staszkowi: - Gdyby ten biskup był nawet papieżem, też na mrozie w dupki by marzł i od Warszawskiej herbatkę pił.
Niedaleko staliśmy od barierki i widzę kątem oka, jak mój biskup uśmiecha się. Słyszał rozmowę. Nie zrażona wołam do niego: - Podać drugą? Kiwnął głową. Mówię do Bobaka: - 'Widzisz i nie pogniewał się!'".
Wizyta arcybiskupa
Niemal całe miasteczko zebrało się przy parafialnym kościele w oczekiwaniu na przyjazd biskupa. Orkiestra dęta 'pożyczona' z powiatu szykowała się do odegrania powitalnego marsza triumfalnego. Proboszcz co chwila nerwowo pocierał ręce, organista zaś kręcił się przy swoim chórze kościelnym udzielając ostatnich wskazówek. Wszyscy wypatrywali nie tyle zresztą w siną, ile raczej białą dal - jako że była to zima. Coś nagle zamajaczyło się na horyzoncie. Jedzie, jedzie! - rozległy się gorączkowe głosy w tłumie. Czarna kulka, hen na zbiegającej stromo ku miasteczku drodze, powiększyła się - wpierw obiecująco, później ku ogólnemu zawodowi: 'Toć to narciarz, a nie żadna lemuzyna biskupia!'.
Narciarz zbliżał się do oczekującego tłumu i niektórzy ze zdziwieniem spostrzegali, że spod narciarskiej kurtki widać było czerwoną sutannę. Dziwne to było, co prawda, któż jednak czas się nad tym zastanawiać, skoro nareszcie pojawiła się w dali ciemna plama, która nie mogła być czymkolwiek innym, jak właśnie samochodem arcybiskupa. Wśród tłumu przetoczył się szmer podniecenia i wszyscy gorączkowo wpatrywali się w dobrze już teraz widoczną ciemną limuzynę. W międzyczasie samotny narciarz w sutannie zatrzymał się tuż przy chórze kościelnym, zdjął narty i spokojnie bez pośpiechu wszedł do kościółka.
Auto arcybiskupa zbliżało się. Proboszcz dał znak i orkiestra dęta 'gruchnęła' triumfalnego marsza. Gdy samochód zatrzymał się, proboszcz podbiegł, by otworzyć ekscelencji drzwi. Organista wzniósł ręce do góry czekając na ukazanie się arcybiskupa, tłum wołał: 'Wiwat! Niech żyje!' Ktoś już nawet zaczynał tradycyjne 'Sto lat', gdy nagle zrobiło się cicho jak makiem zasiał. Wszyscy z wytrzeszczonymi oczyma patrzyli na otwarte drzwi limuzyny, przez które widać było, że na tylnym siedzeniu nikt nie siedział. 'Nie ma arcybiskupa - bąknął rozpaczliwie proboszcz'. Tłum nadal stał cicho i jakby bez ruchu, gdy wtem w drzwiach kościółka ukazał się ministrant w białej komży: 'Arcybiskup jest już przy ołtarzu!' - darł się wniebogłosy. 'Chodźcie do kościoła'".
źródło: wp.pl
Wypowiedź jednego człowieka z gwardii watykanskiej.
"Ilekroć Papież przechodził obok nas a my staliśmy wyprostowani jak struny,
i z poważną miną, zawsze to pociągał nas za guziki
albo za troczki żeby nas rozsmieszyć... zawsze Mu się udawało."
Młodzież krzyczy:
- Niech żyje papież!
A papież odpowiada:
- Niech żyje młodzież!
Na to Młodzież głośniej
- Niech żyje papież!!
A papież znowu
- Niech żyje młodzież!!
Młodzież zareagowała jeszcze głośniej.
Papież natomiast:
- Nie macie ze mną szans.
Ojciec Święty
do odwiedzającego Go polskiego księdza: - Poczekaj
chwilę na mnie, muszę trochę popapieżyć.
Podczas drugiej pielgrzymki do
Ojczyzny w 1983 roku tłumy krakowian gromadziły się
przed domem arcybiskupów, który był rezydencją Ojca
Świętego. Ludzie ani myśleli rozstać się ze stojącym w
oknie papieżem i bez końca przedłużali dialog z nim.
Wreszcie Ojciec Święty powiedział: "Cztery lata temu
kręciliście mną, jak chcieli, a teraz już jestem starym
papieżem i nie dam sobą kręcić". Ten to ma dech W czasie
tej samej pielgrzymki, 22 czerwca 1983 roku, na
krakowskich błoniach odbyła się beatyfikacja dwóch
powstańców styczniowych - brata Alberta Chmielowskiego i
ojca Rafała Kalinowskiego. W trakcie ceremonii buchnął
nagle z kadzielnicy wielki płomień, z którym nie mogli
sobie poradzić ani ministranci, ani księża
koncelebranci. Wreszcie ówczesny ceremoniarz papieski
ks. John Magee, Irlandczyk, dmuchnął tak skutecznie, że
płomień zgasł i z kadzielnicy począł unosić się
upragniony dymek. Wydarzenie nie uszło uwagi Ojca
Świętego, który, sięgając po kadzidło, powiedział z
uznaniem o swoim ceremoniarzu: "Ten to ma dech!".
Papież głośno rozmyśla przy
licznych współpracownikach: - Co ja zrobię z tymi sedia
gestatoria (lektykami papieskimi)? Kurzą się, miejsce
zajmują. Paweł VI sprzedał tiarę i pieniądze rozdał
ubogim, ale komu ja to sprzedam? Wiem... (i tu pada
nazwisko jednego z polskich biskupów).
Pewnego razu Ojciec Święty Jan Paweł II siedział w swoim gabinecie i pracował. W jakimś momencie wykręcił numer szpitala w Szwajcarii, gdyż leżał tam jego chory przyjaciel, ks. biskup Andrzej Deskur. Bez trudności uzyskał rozmowę telefoniczną ze szpitalem i wtedy poprosił o połączenie z pokojem, gdzie leżał chory Biskup. Dociekliwa telefonistka zapytała:
- A kto mówi?
- Papież! Padła lapidarna odpowiedź.
Panienka na chwilę zaniemówiła, a potem odpowiedziała rezolutnie:
- Z pana taki papież, jak ze mnie cesarzowa chińska!
Gdy wszystko wyszło na jaw, chciano ponoć zwolnić z pracy ową urzędniczkę,
ale Ojciec Święty natychmiast się za nią wstawił,
gdyż - jak sam wyznał - "setnie się ubawił".
Niedziela palmowa w Watykanie. Po bardzo meczącej dla Ojca Świetęgo mszy i procesji, Papa wraca do swoich apartamentow. Hiszpańska pielgrzymka mlodzieży drze się w niebogłosy. Wołają Papieża. I faktycznie, okno zostaje otwarte, mikrofon wystawiony, Papież wychodzi, macha do nich i mówi:
- Idźcie już,
- Nie,
- Ależ idzcie już, bo będziecie zmęczeni,
- NIE
- No więc pytam się was po raz trzeci: idziecie spać?
- NIE!
- Róbcie jak chcecie, ale ja idę,
- NIE!
- Ja idę, ja idę, choćbyście nie wiem jak krzyczeli, to ja idę. Ja muszę jutro rano chodzić na nogach, a nie na rzęsach. Do-bra-noc!
Papież był bardzo
niezadowolony z tego, że obwozi się go w szklanej
klatce. Pomysłu tego broniła pewna Polka, mając
możliwość rozmowy z Janem Pawłem II w Krakowie. - Ta
klatka zmniejsza jednak ryzyko - tłumaczyła - Nic nie
poradzimy, że się lękamy o Waszą Świątobliwość... - Ja
też - uśmiechnął się Papież - niepokoję się o swoją
świątobliwość.
Wszyscy sobie poszli Któregoś
wieczoru, podczas szpitalnej rekonwalescencji w klinice
Gemelli po zamachu na Placu świętego Piotra, Papież
wyszedł ze swojego pokoju na opustoszały korytarz.
Rozejrzał się i powiedział: "Ładne rzeczy, wszyscy sobie
poszli, a mnie zostawili!"
Podryw na
księdza Pewnego razu Karol Wortyła wybrał się na
samotną wycieczkę w góry. Ubrany sportowo, wyglądał tak,
jak wielu innych turystów. W trakcie wędrówki
spostrzegł, że zapomniał zegarka, podszedł więc do
opalającej się na uboczu młodej kobiety i już miał
zapytać o godzinę, gdy ta uśmiechnęła się. - Zapomniał
pan zegarka, co? - A skąd pani wie? - zapytał zaskoczony
Wojtyła. - Z doświadczenia - odrzekła - Jest pan dziś
już dziesiątym mężczyzną, który zapomniał zegarka.
Zaczyna się od zegarka, potem proponuje się winko,
wieczorem dansing... - Ależ proszę pani, ja jestem
księdzem - przerwał jej zawstydzony Wojtyła - Wie pan -
odpowiedziała rozbawiona nieznajoma - podrywano mnie w
różny sposób, ale na księdza to pierwszy raz.
Jeździć po kardynalsku Pewnego razu zapytano
Karola Wojtyłę, czy uchodzi, aby kardynał jeździł na
nartach. Wojtyła uśmiechnął się i odparł: - Co nie
uchodzi kardynałowi, to źle jeździć na
nartach!
Przeprosiny Metropolita krakowski
Karol Wojtyła przyjechał na pogrzeb sufragana
częstochowskiego, biskupa Stanisława Czajki, niemal w
ostatniej chwili. Witając się ze zgromadzonymi na
uroczystości biskupami, jakoś pominął biskupa z Siedlec.
Rychło jednak się spostrzegł, wrócił, podszedł do
pominiętego i powiedział: - Świnia jestem, nie
przywitałem Księdza Biskupa!
Pożegnanie
biskupów Po jednym ze spotkań Papież pożegnał
polskich biskupów słowami znanej pieśni: "O cześć wam,
panowie magnaci!"
Więcej już nic nie
powiem Przed ponad 25 laty Papież w ten sposób
zakończył pierwszą audiencję dla Polaków: "Więcej już
nic nie mówię, bo jeszcze bym coś takiego powiedział, że
później Kongregacja Nauki Wiary musiałaby się do mnie
dobrać".
Opaleni kardynałowie Pod koniec
pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, w czerwcu 1979 roku,
upływającej pod znakiem upałów, Papież oznajmił, że jej
pierwszy efekt jest już widoczny - opalili się
towarzyszący mu kardynałowie.
Jakoś
człapię Podczas czwartej pielgrzymki do Ojczyzny, w
Olsztynie, dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" udało się
wychylić głowę ponad tłum i zapytać Jana Pawła II o
zdrowie. - A jakoś człapię - odpowiedział Papież.
Złość piękności szkodzi Przed kilku laty -
wspomina watykański korespondent Telewizji Publicznej,
Jacek Moskwa - po modlitwie "Anioł Pański" Jan Paweł II
przemawiał, niemal krzycząc. Zaraz potem, podczas
audiencji w Pałacu Apostolskim, Moskwa prosił Papieża,
aby na siebie uważał, bo jego chrypka zaniepokoiła
dziennikarzy. - To ze złości - usprawiedliwiał się
Papież. A odchodząc dodał: - A złość piękności szkodzi.
Z Wami dziecinnieję Podczas jednej ze swoich
wizytacji rzymskich parafii Papież - jak to miał w
zwyczaju - wdał się w rozmowę z dziećmi. - Wy jesteście
młodzi, a ja już jestem stary - powiedział. - Nie, nie
jesteś stary - gromko zaprotestowały dzieci. - Tak, ale
jak jestem z wami, to dziecinnieję - replikował Papież.
Mów mi wujaszku Podczas pierwszej wizyty w
USA Papież spotkał się z rodziną prezydenta Jimmyego
Cartera. Pięcioletnia wówczas wnuczka prezydenta, mając
kłopoty z wygłoszeniem powitania, powtarzała w kółko: -
Jego Świątobliwość, Jego Świątobliwość. Papież, chcąc
wybawić dziewczynkę z kłopotów, wziął ją w ramiona i
powiedział: - Mów mi wujaszku.
Papieskie
wagary Podczas powitania w Monachium Papież spytał
licznie obecne dzieci: "Dano wam dziś wolne w szkole?".
"Tak" - wrzasnęła z radością dzieciarnia. "To znaczy -
skomentował Jan Paweł II - że papież powinien częściej
tu przyjeżdżać".
Jak się czuje piesek Jeden z
watykańskich prałatów chciał się nauczyć polskiego, więc
sprowadził sobie nasz elementarz. Nauka była jednak tak
pospieszna, że kiedy chciał się nową umiejętnością
pochwalić przed Ojcem Świętym, coś mu się pomyliło i
zamiast: "Jak się czuje Papież", rzekł: "Jak się czuje
piesek?". Papież spojrzał na niego zdumiony, po czym
odpalił: "Hau, hau".
Jan Paweł -
Pawłowi Podczas pierwszej pielgrzymki do Niemiec
zebranym na mszy tak spodobały się cytowane przez
Papieża słowa św. Pawła, że przerwali mu i zaczęli bić
brawo. Kiedy Ojciec Święty znów doszedł do głosu,
przerywając przygotowaną mowę, stwierdził: "Dziękuję w
imieniu świętego Pawła".
To tylko wasza
konstytucja W ostatnim dniu pielgrzymki do Polski w
1983 roku podczas pożegnania na lotnisku generał
Jaruzelski poskarżył się Papieżowi, że ten w swych
homiliach niezwykle surowo potraktował reżim
komunistyczny. - Ja jedynie przytaczałem artykuły waszej
własnej konstytucji - odparł łagodnie Papież.
Nie szumcie siostry nam W hiszpańskiej Avili,
gdy szum czyniony przez rozradowane zakonnice stawał się
już wprost nie do zniesienia, Papież wypalił: "Te
siostry, które ślubowały milczenie, hałasują tu
najgłośniej".
Podczas
ostatniej pielgrzymki w Pełpinie: "Jak tak krzyczycie
"Niech żyje papież", przypomina mi się, gdy ktoś się
pomylił i krzyknął:
"Niech żyje łupież". Ja was do tego
nie zachęcam".
Czy Wyborcza wybiera Papieża Reporter "Gazety
Wyborczej" podczas pielgrzymki Jana Pawła II w 1991 roku
nie posiadał się ze szczęścia, kiedy stanął "oko w oko"
z Papieżem, gdy ten wychodził ze swojego dawnego
kościoła parafialnego w rodzinnych Wadowicach.
Rozradowany krzyknął: "Pozdrowienia od polskich
dziennikarzy dla Ojca Świętego". "A Pan gdzie pracuje?"
- zapytał dociekliwie Jan Paweł II I tu pod reporterem
ugięły się nogi, bo pomyślał sobie, że do Papieża doszły
głosy, iż "Gazeta" pisze czasem krytycznie o Kościele.
Odpowiedział jednak zgodnie z prawdą: "W Gazecie
Wyborczej". Ojciec Święty jednak jak zwykle zachował
klasę i zapytał z charakterystycznym dla siebie
dowcipem: "A będziecie tam wybierać?".
Nie mądrz
się, lecz módl Ojciec Jan Andrzej Kłoczowski,
dominikanin, zapytał kiedyś Papieża, czy dojdzie do
skutku planowane w roku jubileuszowym 2000 spotkanie
przedstawicieli trzech wielkich religii: - Czy na Górze
Synaj pojawią się chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi? -
dociekał zakonnik - Ty się nie wymądrzaj, ty się módl! -
odpowiedział Ojciec Święty
Czy protestanci
wstaną wcześniej Podczas pierwszej pielgrzymki do
Niemiec w 1980 roku jeden z dziennikarzy zagadnął Jana
Pawła II, czy zgadza się z opinią, że za mało czasu
poświęcił na rozmowy z protestantami. "W Moguncji mogę
wstać o dwie godziny wcześniej, ażeby z nimi rozmawiać,
ale czy oni też wcześniej wstaną?" - opowiedział Papież
Niesforny Papież Jak wiadomo podczas wizyty w
1999 roku w Polsce Jan Paweł II zachorował i z tego
powodu odwołano jego wizytę w Gliwicach. Ojciec Święty
nie dopuścił jednak do tego, aby to śląskie miasto było
jedynym miejscem na trasie jego pielgrzymki, którego nie
odwiedził. Niespodziewanie w ostatnim dniu wizyty, 17
czerwca, przybył do Gliwic, a zebranemu pół milionowi
wiernych dziękował za "świętą cierpliwość dla Papieża".
Posługując się gwarą śląską, Jan Paweł II tak oto
dialogował z tłumem: - Widać, że Ślązak cierpliwy i
twardy, bo ja bym z takim Papieżem nie wytrzymał. Ma
przyjechać, nie przyjeżdżo, potem znowu ni ma przyjechać
- przyjeżdzo - Nic nie szkodzi - odparli wierni. - No,
to dobrze. Jak nic nie szkodzi, to jakoś ze spokojnym
sumieniem odjadę do Rzymu.
Ja w tym wieku byłem
papieżem W 1992 roku ojciec Leon Knabit został
zaproszony na kolację do Ojca Świętego w pałacu
watykańskim. W pewnym momencie Papież nieoczekiwanie
zapytał: "To ile ojciec ma właściwie lat?". -
"Sześćdziesiąt trzy" - odparł benedyktyn. - O to w tym
wieku ja już byłem papieżem - odrzekł Jan Paweł II. -
Wiem o tym. Wiem i bardzo mi wstyd - powiedział ociec
Leon i obaj wybuchnęli śmiechem.
Kurczę jest
tańsze Ksiądz Mieczysław Maliński, przyjaciel Ojca
Świętego, podczas jednej ze swoich wizyt w domu
papieskim nie posiadał się ze zdumienia, kiedy siostra
usługująca do stołu papieżowi przyniosła gospodarzowi na
kolację rybę, a jemu podała na talerzu kurczaka. Ksiądz
Mieczysław zapytał: "Dlaczego?" - Dostałeś kurczę, bo
kurczę jest tańsze - oznajmił z uśmiechem Ojciec Święty.
Kluger za Papieża? W 1997 roku, podczas
wizyty w Zakopanem, Jan Paweł II spotkał się w
"Księżówce" ze swoimi kolegami gimnazjalnymi Teofliem
Bojesiem i Stanisławem Jurą. - Jak długo zamierza Wasza
Świątobliwość zostać z nami w Polsce tym razem? -
zapytał Jura - mam nadzieję, że przynajmniej miesiąc? -
Och, nie - odpowiedział Jan Paweł II - Muszę wracać do
Rzymu pojutrze. Wiecie, że jestem papieżem. Mam dużo
pracy w Watykanie. - Dlaczego uciekasz tak szybko -
spytał Jura - Czyż nie zostawiłeś tam Jurka Klugera w
zastępstwie?
Był też nauczycielem Była sesja
zimowa. Czekaliśmy na ks. prof. K. Wojtyłę, który miał
egzaminować z etyki. Po dwóch godzinach wszyscy rozeszli
się do domów, poza jednym kolegą księdzem, który przez
cały semestr nie był na ani jednym wykładzie ks. prof.
Wojtyły, gdyż w tym czasie wyjeżdżał na wystawy
malarstwa do Warszawy. Ksiądz Profesor prosto z
opóźnionego pociągu przyszedł pod salę egzaminacyjną.
Wyglądał bardzo młodo, nie wyróżniał się wizualnie wśród
księży studentów, którzy byli parę lat młodsi od niego.
Ksiądz student pyta K. Wojtyłę, którego wcześniej nie
widział na oczy: - Stary, ty też na egzamin? - Tak -
odpowiedział zgodnie z prawdą Ksiądz Profesor, nie
dodając ważnego szczegółu, że w charakterze
egzaminatora. Ksiądz student zaczął ubolewać nad
spóźnieniem egzaminatora, a tenże w mig zorientował się,
że czekający nie uczęszczał na wykłady. Usiadł obok
niego i zaczęli godzinną rozmowę związaną z
zagadnieniami etyki, które były przedmiotem wykładów.
Ksiądz student z podziwem popatrzył na ks. Wojtyłę i
stwierdził: - Stary, jak ty jesteś obkuty! Proszę cię,
jeśli przyjdzie Ksiądz Profesor, to nie wchodź przede
mną na egzamin, bo z pewnością obleję! - Dobrze -
zgodził się pokornie ks. Wojtyła - ale powiedz mi
szczerze, dlaczego nie byłeś na ani jednym wykładzie? -
Bo wiesz, panuje powszechna opinia, że jego wykłady są
bardzo trudne i wręcz abstrakcyjne, ale gdyby miał taki
dar przekazywania wiedzy jak ty, to słuchałbym go z
największą przyjemnością. - Dobrze, to daj indeks -
powiedział Ksiądz Profesor. - Co ty, żarty sobie
stroisz? zapytał ksiądz student, na co usłyszał: - Daj
indeks, jestem Wojtyła - i Ksiądz Profesor wpisał
oniemiałemu z przerażenia koledze 4+, z uwagą, by jednak
w przyszłym semestrze zaczął uczęszczać na wykłady, by
samemu wyrobić sobie sąd o wykładowcy. Tym pozornie
małym wydarzeniem, o którym dowiedzieliśmy się
natychmiast, zyskał taką sympatię, że bariera
iluzorycznego strachu została pokonana na zawsze...
Komu lektykę Papież głośno rozmyśla przy
licznych współpracownikach: - Co ja zrobię z tymi sedia
gestatoria (lektykami papieskimi)? Kurzą się, miejsce
zajmują. Paweł VI sprzedał tiarę i pieniądze rozdał
ubogim, ale komu ja to sprzedam? Wiem... (i tu pada
nazwisko jednego z polskich biskupów).
Siostrzyczka Tomcia Paluszka W czasie jednej
z ceremonii na Placu świętego Piotra Papież, przechodząc
wzdłuż barier, zauważa małą dziewczynkę, zagubioną w
tłumie, ludzie podają mu ją ponad barierą, a on bierze
ją za rękę i wędrują we dwoje po wyłożonej czerwonym
suknem drodze do tronu. I tu nagle wkraczamy w bajkę:
kolumnada Barniniego staje się lasem o pniach bez
gałęzi. Ojciec Święty w obszernych szatach, z mitrą
błyszczącą w słońcu, staje się jakiś królem z legendy, a
dziewczynka - siostrzyczką Tomcia Paluszka. Doszedłszy
do tronu, legendarny król podnosi dziecko w górę tak,
żeby zewsząd można je było zobaczyć i przybiegający z
głębi placu rodzice odbierają je z papieskich rąk.
Tylko nie mówicie Papieżowi! Kiedy Papież
przebaczył swojemu zamachowcy - Alemu Agcy - do Andre
Frossarda zgłosił się pewien Polak, twierdząc, że wie na
pewno, "jacy ludzie włożyli broń w rękę Turka". Frossard
rzucił z pośpiechem: "Niech Pan tylko tego nie mówi Ojcu
Świętemu! Jeszcze każe nam się za nich modlić!".
Biskup i góral W czasie jednej z wędrówek po
górach biskup Karol Wojtyła spotkał górala, który -
widząc wędrowca utrudzonego i zakurzonego - zapytał go,
kim jest. - Biskupem! - odpowiedział zziajany Karol -
Jak wyście som biskupem, to jo jestem papieżem! -
wzruszył ramionami góral.
Najprzystojniejszy
kardynał Kiedyś, podczas wizytacji jednej z
podhalańskich parafii przejęta z wrażenia gaździna
pomyliła przygotowany tekst powitania kardynała Karola
Wojtyły i zamiast zatytułować go "najdostojniejszym",
powiedziała "Witojcie nom najpsystojniejsy księze
kardynale". On zaś spojrzał na nią z filuternym błyskiem
w oku i odparł: "No, coś w tym jest".
A co, nie
wolno mi? Kiedy po Krakowie rozeszła się wieść, że 29
maja 1967 roku arcybiskup Karol Wojtyła został
kardynałem, ojciec Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca,
znany obecnie z prowadzenia programów telewizyjnych,
pogratulował nominowanemu w typowy dla księży sposób:
ukląkł na jedno kolano i pocałował go w rękę. Ku
zaskoczeniu ojca Leona świeżo upieczony kardynał zrobił
dokładnie to samo. "Proszę Księdza Kardynała!" - zawołał
zmieszany i zażenowany benedyktyn. "A co, nie wolno mi?"
- odparł z figlarnym uśmiechem przyszły papież.
Wierszyki na różne okazje Podczas wypraw
turystycznych ze studentami ks. Karol Wojtyła, zwany
"Wujkiem", często układał wierszyki i piosenki do
różnych sytuacji. W 1957 roku w Bieszczadach recytował
taki oto dwuwiersz: "Rano mnie chwalą, wieczorem mnie
ganią i jak tu można wierzyć tym... paniom". W 1952 roku
swojej podopiecznej, świeżo upieczonej nauczycielce,
podarował notes z dedykacją: "W tym notesie nie pisz
dwójek, o to prosi Cię dziś Wujek!". W 1955 roku,
podczas spływu kajakowego na Drawie, cała grupa,
potwornie zmęczona, dotarła na biwak o zmroku. Jedynie
"Wujek" nie tracił rezonu i całą sytuację spuentował
rymowanką: "Za te całodzienne harce, Zmówię brewiarz
przy latarce". Wierszyki do różnych sytuacji układał
również będąc biskupem i kardynałem. Kiedy wyjeżdżając
na narty do Zakopanego zatrzymał się w klasztorze
urszulanek na Jaszczurówce, "dokuczał" jednej z sióstr,
o imieniu Alfonsa, ułożonym przez siebie wierszykiem:
"Siostra Alfonsa na mnie się dąsa".
Nie ma
chrztu bez wody 15 maja 1977 roku, po wielu
trudnościach i po długoletnich oczekiwaniach na
pozwolenie budowy kościoła, odbył się wreszcie długo
oczekiwana konsekracja świątyni w Nowej
Hucie-Bieńczycach. Na uroczystościach w mieście, gdzie
według założeń władz komunistycznych nie miało być
miejsca dla Boga, przybyło kilkadziesiąt tysięcy osób.
Stali oni cierpliwie kilka godzin mino nieustannie
padającego ulewnego deszczu. Kardynał Karol Wojtyła
dodawał im ducha słowami: "Konsekracja to jakby chrzest,
a gdzie jest chrzest, tam musi być i woda".
Czy
jest tu biskup? W 1960 roku, wracając po
Bieszczadach, grupa "Wujka" wsiadła do pociągu do
Krakowa w Sanoku. Nagle do przedziału wtargnął konduktor
i zakrzyknął: "Czy jest tu Biskup?". Wszyscy
zaniemówili, nie widząc o co chodzi. Widząc zdziwione
miny, konduktor wyjaśnił: "Uczeń Biskup z Rybnika".
Pierwszy ocknął się ks. Wojtyła, który był już wówczas
biskupem i odpowiedział: "Nie, nie ma go tutaj". Okazało
się, że konduktor znalazł legitymację niefortunnego
Biskupa i szukał go, by mu ją oddać.
Papież to
nie mistrz olimpijski Pracownicy Watykanu nie mogli
pogodzić się z tym, że nowy papież nie chce korzystać z
lektyki papieskiej, zwanej sedia gestatoria. "Bez sedia
gestatoria Ojciec Święty nie będzie widziany, może więc
jakiś podest?" - nie dawali za wygraną "watykańczycy".
"Na podest nie wejdę, nie jestem mistrzem olimpijskim!"
- oznajmił stanowczo Jan Paweł II.
Górale
obronią Nazajutrz po uroczystości inauguracji
pontyfikatu, 23 października 1978 roku, papież spotkał
się w Auli Pawła VI ze swoimi rodakami licznie
przybyłymi do Rzymu. Dostrzegłszy górali w pięknych,
tradycyjnych strojach, podszedł do nich i powiedział: -
"No, jacyż to z was są górale, co ciupagi macie, a
swojego metropolitę toście wypuścili z Krakowa?". Na to
Staszek Trzebunia odpowiedział: "Przecież jakby się tu
wom jaka krzywda działa, to my przyjdziemy i was
bydziemy bronić!".
Po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce, na świecie zamieszanie, Zbigniew Brzeziński (ówczesny doradca prezydenta USA) miał nawiązać kontakt z Watykanem. Z trudnościami zdobył telefon do Stolicy Apostolskiej i udało mu się porozmawiać z Papieżem. Na koniec rozmowy poprosił:
- Czy Wasza Świątobliwość zechciałby udostępnić prywatny numer telefonu do wykorzystania w nagłym wypadku?
Papież odsunął słuchawkę i do księdza Dziwisza nieśmiało:
- Czy ja mam jakiś prywatny telefon?
Nowe obowiązki wymagały sił.
Nagła śmierć Jana Pawła I po zaledwie 33 dniach pontyfikatu była wielce wymowna.
Plan budowy w Castel Gandolfo basenu kąpielowego wywołał krytykę Jana Pawła II
- zaczęto oskarżać Papieża o rozrzutność i ...egoizm. A on odpowiadał: - Papież potrzebuje ruchu.
A nowe konklawe będzie kosztować dużo więcej.
Karol Wojtyła - Jan Paweł II słynął z ciętego języka. Jeszcze w Krakowie, gdy się dowiedział,
że ksiądz Boniecki złamał nogę na nartach, stwierdził:
- Tak to już jest, jak ktoś najpierw jeździ, a potem dopiero się uczy.
Gdy jeden z biskupów zagadnął Go: - No cóż, starzejemy się, Ojcze Święty...
Papież spojrzał na niego i odparł: - Tak, ale ja od nóg.
  
"Jestem zadowolony, wy też bądźcie"
|