Ta historia jest... Hmmm... Ona po prostu jest.

Zbigniew Żbikowski


Znam pewnego człowieka, który czyta wiele tak zwanych "książek pozytywnego myślenia". Wielokrotnie spotkałem się z krytyką tego rodzaju piśmiennictwa. Krytykanci podnoszą tezę, że taka literatura nic nie wnosi do życia drugiego człowieka, że jest mdła i bez znaczenia dla realnego życia.

Mój znajomy już na pierwszy rzut oka jest pogodnym i miłym człowiekiem. Gdy pozna się go jeszcze bliżej to można doświadczyć kontaktu z uczciwym, lojalnym przyjacielem o bogatym wnętrzu. Jego wesołe usposobienie sprawia, że wszyscy dookoła zachowują się tak, jakby odbierali fale jakie on emanuje i także rozpogadzają się. Jeśli to nie jest dla was wystarczający dowód dobrego wpływu "literatury pozytywnego myślenia" na realne życie innych ludzi to posłuchajcie tej historii:
Kiedyś rozmawiałem z tym mężczyzną. Powiedział do mnie:
- Śmiało mogę tego człowieka nazwać moim przyjacielem... Ale droga do tej przyjaźni, choć nie była jakoś nadzwyczajnie długa, to była kręta i pełna niespodzianek. Kiedyś pracowałem jako menadżer w pewnej firmie telekomunikacyjnej. On przyszedł do mojej pracy jako sprzedawca. Pięćdziesięcioletni człowiek o nadzwyczajnych dla takiej pracy kwalifikacjach. Magister inżynier informatyk... Niedawno był gościem Bill'a Gates'a w USA... Zdziwiło mnie to, że ktoś taki szuka zajęcia w mojej branży. Trudno mi było uwierzyć, że człowiek o takim wykształceniu chce chodzić od drzwi do drzwi i oferować klientom założenie telefonów lub sprzedaż innych produktów. Postanowiłem jednak, że zaryzykuję i przyjąłem go do zespołu.
Szybko okazało się, że Adam nie potrafi zaakceptować faktu, że stoi nad nim młodszy od niego o kilkanaście lat człowiek, którego kwalifikacje są niczym wobec jego własnych. Zaczęły narastać konflikty o podłożu kompetencyjnym. Adam bezzasadnie wkraczał w moje kompetencje, krytykował każdy mój ruch i każdą moją decyzję. Robił to w sposób pokrętny, zawoalowany lecz konsekwentnie dążył do celu. Poczułem się źle i stwierdziłem, że nie mogę dalej pracować w takich warunkach. Wycofałem się z tej posady oddając pole do popisu mojemu pracodawcy, który zdecydował, że na moje stanowisko powoła właśnie Adama.
Nie musiałem długo czekać na wiadomość, że wyniki sprzedaży diametralnie się pogorszyły. Wystąpił problem z realizacją planów, bo członkowie zespołu stracili ducha walki. Coraz trudniejsze dla Adama spotkania z jego przełożonymi powodowały silne stany depresyjne, co z kolei odbijało się na kondycji topniejącego zespołu. Spirala klęski zaczęła się już nakręcać...

Adam już wiedział, że nie ma odwrotu... Zrobi ten krok w przepaść i skończy się jego mordęga.
- Muszę to zrobić... Jestem nikim... Nic mi się nie udaje - mówił do siebie.
Wziął telefon do ręki, by jeszcze zadzwonić do żony, by usłyszeć jej głos... Ale nie było zasięgu operatora - to się czasami na Śnieżce zdarza. Zaczął więc bawić się tym aparatem. Przeglądał wiadomości sms. Zagrał w węża... w pamięć.
- Zaraz zajdzie Słońce - pomyślał, że już za chwilę nastąpi ten moment, w którym ze sobą skończy raz na zawsze.
Zauważył, że trzymał mocno aparat w dłoni i cały czas po kolei zaglądał do wszystkich plików w pamięci telefonu. Znalazł tam folder o nazwie "dyktafon", a w nim plik zatytułowany "Bóg jest"...

Mój rozmówca nagrał kiedyś w pamięci telefonu służbowego tekst swojej modlitwy, którą ułożył sobie pod wpływem przeczytania książki pod tytułem "Sekret Milionera" Marka Fishera:
"Bóg jest Twoim ojcem, a królestwo niebieskie jest w Tobie. Bóg już teraz zaspokaja wszystkie Twoje potrzeby. Twoje życie jest pełne bożego dostatku - masz już teraz wszystkiego boski nadmiar i dzielisz się nim z innymi."
Słuchał jej przynajmniej raz dziennie. Brał telefon do ręki i włączał sobie odtwarzanie tego nagrania. Dla jego podświadomości wyglądało to tak, jakby dzwonił do niego ktoś, kto wie co mówi. Tak naprawdę to wyobrażał sobie, że dzwoni do niego anioł by obwieścić mi tą piękną, pełną mocy nowinę.
Mógł to robić do czasu, gdy miał tą pracę. Lecz pewnego dnia ją stracił i musiał oddać ten aparat. Wykasował wszystkie wiadomości, prócz tej jednej - bo wtedy o niej zapomniał.

Pewnego dnia poszedł do biura, w którym kiedyś pracował. Zastał tam Adama - człowieka, dzięki któremu utracił pracę. Został przywitany ze szczerym uśmiechem i błyskiem radości w oczach. Był zaskoczony takim przywitaniem. Podczas rozmowy zauważył na jego biurku Adama oprawiony w ramki tekst:
"Bóg jest moim ojcem, a królestwo niebieskie jest we mnie. Bóg już teraz zaspokaja wszystkie moje potrzeby. Moje życie jest pełne bożego dostatku - mam już teraz wszystkiego boski nadmiar i dzielę się nim z innymi".




Powrót              Sen